Kalimera
Ostatnio kiedy powiedziałem mojemu znajomemu grekowi że bolą mnie jakby zatoki i zapytał mnie z kim dzisiaj rozmawiałem o patrzyłem mu w oczy.
Zdziwiło mnie to pytanie
Powiem wam szczerze…
Kiedy pierwszy raz usłyszałem tutaj o „mati”, czyli o tym całym złym oku, uroku, zazdrości i energii ludzi, to myślałem że Grecy trochę odlecieli.
No bo jak człowiek wychowany bardziej w takim świecie „wszystko trzeba logicznie wyjaśnić”, ma nagle uwierzyć w to, że ktoś spojrzy na ciebie zazdrośnie i zaczyna cię boleć głowa albo wszystko się sypie?
Śmiałem się z tego trochę.
Do momentu aż zacząłem tutaj naprawdę żyć między ludźmi.
Nie jako turysta tydzień all inclusive.
Tylko normalnie.
Praca.
Życie.
Rozmowy z ludźmi po wioskach.
Siedzenie z Grekami po nocach przy kawie.
Słuchanie starszych ludzi.
I wiecie co jest ciekawe?
Tutaj w to wierzą naprawdę normalni ludzie.
Nie jacyś fanatycy czy osoby odklejone od życia.
Często właśnie ci najmądrzejsi, najspokojniejsi starzy Grecy.
Jeden z moich znajomych Greków kiedyś powiedział mi coś, czego długo nie mogłem wyrzucić z głowy.
Powiedział: „Sławek, nie wszystko co istnieje da się dotknąć ręką”.
I zaczął mi tłumaczyć o mati.
Że czasami człowiek łapie na siebie ciężką energię.
Zazdrość.
Złe spojrzenie.
Czyjąś złość.
I nie chodzi nawet o jakieś czary jak z filmów.
Bardziej o to, że ludzie zostawiają na sobie nawzajem różne rzeczy.
Energię.
Emocje.
Ciężar.
I teraz najlepsze.
Powiedział mi, że są tutaj osoby, które potrafią „ściągać mati”.
Najczęściej starsze kobiety.
Czasami babcie gdzieś w małych wioskach.
I podobno nie każdy może się tego nauczyć.
Grecy mówią, że takie modlitwy albo sposób przekazuje się tylko wybranym osobom.
Po cichu.
Bez chwalenia się.
Czasami tylko raz w roku.
Między ludźmi którzy sobie ufają.
Siedziałem wtedy i słuchałem tego jak jakiejś starej legendy.
A potem opowiedział mi o oliwie i wodzie.
I tutaj już całkiem mnie zamurowało.
Powiedział, że kiedy ktoś ma naprawdę „mati”, robi się prosty rytuał.
Szklanka wody.
Kilka kropli oliwy.
Modlitwa szeptem.
I podobno kiedy ten zły urok jest na człowieku, oliwa zaczyna zachowywać się inaczej.
Nie utrzymuje się normalnie.
Rozpuszcza się.
Rozchodzi po wodzie.
Do dziś pamiętam jak siedziałem i patrzyłem na niego z takim: „Ty mówisz poważnie?”
A on spokojnie odpowiedział: „Tutaj ludzie żyją z tym od setek lat”.
I wiecie co jest najdziwniejsze?
Im dłużej mieszkam na Krecie tym mniej się z tego śmieję.
Bo człowiek zaczyna zauważać różne rzeczy.
Są ludzie, po spotkaniu z którymi czujesz spokój.
Lekkość.
Jakby ci ktoś zdjął ciężar z głowy.
A są też tacy, po których wracasz zmęczony mimo że zamieniłeś tylko kilka zdań.
I może właśnie o to w tym wszystkim chodzi.
Nie o magię.
Nie o bajki.
Tylko o to, że ludzie naprawdę oddziałują na siebie bardziej niż nam się wydaje.
Grecja nauczyła mnie jednej rzeczy.
Nie wszystko trzeba od razu wyśmiać tylko dlatego, że czegoś nie rozumiemy.
Bo tutaj, między tymi starymi wioskami, ikonami, oliwkami i górami… człowiek zaczyna rozumieć, że świat jest trochę głębszy niż tylko to, co da się zmierzyć i policzyć.
I powiem wam szczerze…
Kiedyś śmiałem się z mati.
Dzisiaj sam mam to niebieskie oko w samochodzie i na ręce.
Tak na wszelki wypadek.
Siga siga.
Dobrego dnia.
Z sieci.
Potrafię uwalniać energię
” złego oka”.
Lidia Ewa Kancerz
