Muzyka jako architektura i narzędzie kontroli po resecie.
Kasse II – zapis nutowy ułożony w trójwymiarową strukturę. Nutki nie lecą liniowo. Są warstwami, poziomami, geometryczną konstrukcją. Wygląda to jakby muzyka była kiedyś traktowana nie jako „melodia do słuchania”, ale jako prawdziwa technologia – coś, co buduje, koduje i wpływa na przestrzeń i materię. Muzyka klasyczna nigdy nie była tylko „ładnym dźwiękiem”. Kompozycje Bacha, Mozarta, Beethovena, Haydna czy Vivaldiego mają w sobie taką precyzję matematyczną i geometryczną, że aż trudno uwierzyć, że to tylko sztuka dla ucha. To wygląda jak zapis czegoś znacznie większego. Jak instrukcja. Jak narzędzie do pracy z polem i świadomością. Muzyka jest dostosowywana do konkretnej cywilizacji. Wcześniej była inna, teraz jest taka, a za chwilę będzie jeszcze bardziej niesamowita. A teraz pytanie: czy Beethoven, Mozart, Bach, Haydn i cała reszta „wielkich kompozytorów” byli prawdziwymi geniuszami?
Czy raczej starannie wyselekcjonowanymi „żywymi słupami” nowego porządku po resecie XIX wieku? Nagle, w stosunkowo krótkim okresie, pojawia się cała plejada absolutnych gigantów, którzy tworzą dzieła o matematycznej perfekcji i ogromnej sile emocjonalnej. Najbardziej absurdalny przykład to Beethoven – człowiek, który w późniejszym okresie życia całkowicie ogłuchł, a mimo to „skomponował” jedne z najbardziej złożonych dzieł w historii muzyki. To brzmi jak czysta fantazja. Najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie: część ich dzieł (zwłaszcza późnych) została przejęta, dokończona lub wręcz napisana przez innych kompozytorów pracujących dla nowego porządku. Beethoven jako „żywy słup” był zbyt cenny, żeby go porzucić, więc kontynuowano projekt pod jego nazwiskiem. Głuchota stała się wygodną, tragiczną legendą „geniusza walczącego z losem”. Jest też inna możliwość – ich mózgi były w jakiś sposób dostrojone do pola informacyjnego. Odbierali gotowe „zapisane” struktury, wzorce i melodie z tego pola (umownie można to nazwać tez z „powietrza” – z „nikąd”) – z bazy danych poprzedniej cywilizacji. To nie było zwykłe „natchnienie”. To było pobieranie gotowych informacji z pola, do którego zwykli ludzie nie mieli i nie maja dostępu. Nowy system po resecie musiał zastąpić starą, prawdopodobnie znacznie bardziej zaawansowaną muzykę. Jeśli w poprzedniej cywilizacji istniała muzyka oparta na rezonansie, częstotliwościach leczniczych i geometrii dźwięku – należało ją wyeliminować i zastąpić czymś kontrolowanym. Muzyka klasyczna/romantyczna idealnie się do tego nadawała. Była potężnym narzędziem sterowania emocjami mas – tworzyła wysoki, rafinowany rodzaj energii, którego system potrzebował. Zamiast budowania rzeczywistości dostaliśmy rock and rolla, rap, metal, disco polo i całą resztę przemysłu muzycznego – już nie do budowania, tylko do drenowania energii. Czy kiedyś muzyka mogła być prawdziwą technologią? Czy nuty były zapisem nie tylko melodii, ale i instrukcji wpływania na rzeczywistość – na pole, na emocje zbiorowe, na strukturę materii? Jeśli tak, to dzisiejsza muzyka to celowa degradacja. Zamiast harmonii i budowania – chaos, agresja, płytkie emocje i uzależnienie. To kolejny element starej wiedzy, którą nam odebrano i zamieniono w narzędzie kontroli.
